Moi mili,
Minęło już sporo czasu od mojego ostatniego opowiadania, czas więc na nowe.
Otóż moja “praca” w Targecie się trzyma. Nudy okropne, ale chodzę tam bo “lepszy rydz niż nic.”
Rozesłałam podania o pracę jako nauczyciel biologii do trzech lokalnych college’y ale na razie bez odzewu. Bardzo bym sobie chciała popracować w swoim wyuczonym i jakże ulubionym fachu. Może się uda, bądźmy dobrej myśli.
Ostatnio mieliśmy w domu parę dni napięcia. Zaczęło się od tego, że Michała ugryzł kleszcz. Massachusetts jest słynne z boreliozy, więc byłam mocno wystraszona kiedy znalazłam tego kleszcza. Na szczęście przez trzy tygodnie nic się nie działo, aparat gębowy który pozostał w skórze po wyszarpnięciu pajęczaka wyszedł sam po dwóch tygodniach i dziecko nie miało ani wysypki ani nic czerwonego na skórze. Aż nadszedł 7 Czerwca, wielki dzień w Foxboro, bo świętują tego dnia tzw. Founders Day. Jest wielka pompa, na początek jest parada przez miasto, potem festyn na boisku za szkołą a na koniec fajerwerki podobno bardzo okazałe.
Tak więc wzięliśmy udział, jako widzowie, w paradzie, potem pochodziliśmy trochę po jarmarku. Dzień był bardzo upalny więc skryliśmy się w domu a późnym popołudniem poszliśmy na przyjęcie do znajomego. Tam Michał dostał gorączki (39,7C) więc się wystraszyliśmy i pojechaliśmy na pogotowie całą rodziną. Na pogotowiu nie ma pośpiechu, więc siedzieliśmy tam od 19:00 do 0:30. Lekarz zapewniał mnie że temperatura nie jest z powodu boreliozy, tylko wirusa, po czym zarządził pobieranie krwi aby wykonać standardowe analizy. Testu na boreliozę nie zamówił. Michał bardzo przeżył to pobieranie krwi z żyły (nigdy wcześniej to się mu nie zdarzyło). Gorączkował przez cztery dni i noce, na szczęście udawało się zbijać mu temperaturę Tylenolem ale kiedy lekarstwo sie kończyło gorączka wracała do 39,7. W środę poszliśmy do pediatry, znowu nas zapewnili że gorączka jest wirusowa a nie borelioza ale jakoś udało się nam dostać skierowanie na kolejne pobieranie krwi i test na boreliozę. No i zrobiliśmy test i na szczęście był negatywny.
Jak tylko wyzdrowiał Michał zachorowała Helenka. Jej temperatura była gorzej kontrolowana niż brata ale juz jej minęło (22 czerwca).
We wtorek lecimy do Polski i tak się zastanawiam czy Kasia dostanie gorączki w samolocie czy dopiero jak będziemy na miejscu. Wolałabym aby ją zupełnie minęło. Ale … pożyjemy zobaczymy.
A tak w ogóle, Kasia aby nie być w tyle za rodzeństwem w dostarczaniu mi atrakcji ostatnio skaleczyła sobie wierzch stopy drzwiami, po czym sama przylepiła sobie plasterek i dziś ma stopę spuchniętą i zaczerwienioną. Jutro pójdziemy do lekarza, zobaczymy co nam powie.
To na razie tyle,
Do zobaczenia w Polsce (przynajmniej z niektórymi).